Anna Cmokowicz

„Święta, święta … i po świętach”

Zapewne znacie to powiedzenie. Szczerze go nie lubię. Często wypowiadane jest z przyzwyczajenia, ale pokazuje też, jak bardzo ucieka czas, a my nie potrafimy z niego zaczerpnąć. Jest w nim też dużo żalu i rozczarowania, że znowu czekaliśmy na niego, mieliśmy nadzieje i oczekiwania, a wyszło jak zwykle, czas przeminął i niewiele po sobie pozostawił.
Co to ma wspólnego z wakacjami, urlopem?

Wiele! Myśląc o przeżyciu czasu urlopu, jego doświadczeniu i emocjach z tym związanych, miałam właśnie takie skojarzenie z okresem świątecznym.

Czas urlopu poprzedzony jest najczęściej gonitwą i walką, by załatwić wszystkie sprawy i móc spokojnie odpoczywać. Samo przygotowanie do urlopu daje nam nieźle w kość, podobnie jak przed świętami. Dojeżdżamy do tego okresu na oparach i z dużym obciążeniem. Jeśli zabieramy na urlop bagaż wielomiesięcznych zaniedbań swojego ducha i ciała, to rosną potrzeby i oczekiwania, aby ten oto dany nam czas zregenerował siły i pozwolił nadrobić braki. Pojawiają się wtedy pytania:

Co zrobić, żeby odpocząć?
Jak najlepiej wykorzystać ten czas, by wyciągnąć z niego na maksa?
Jak poukładać urlop, żeby spełnił nasze oczekiwania? jak? jak? jak?…

…. Czuję to obciążenie, aż ściska mnie w żołądku, jak piszę te pytania.

Znasz ten stan?
Ja znam go doskonale.

Takie pytania stawiałam sobie przez wiele lat. Jechałam na urlop „wypruta”, po wykonaniu miliona zadań z nową listą rzeczy do zrealizowania. Tak! nawet odpoczywać chciałam wg planu, żeby nie stracić ani minutki danego nam czasu. Czułam presję, by dobrze wykorzystać urlop, a przy okazji zregenerować siły i naładować baterie na kolejne miesiące pracy.

Jak to zmienić? Co zmieniło się u mnie?

Może warto zacząć od tego, by określić nasze najważniejsze oczekiwania, pomyśleć czego potrzebujemy i co realnie może się udać. Wspólnie można ustalić, co jest dla nas priorytetem, a co możemy odpuścić. Może właśnie chodzi o to, żeby pozwolić sobie czasem na leniuchowanie i bezruch.

Już trzeci rok z rzędu naprawdę udało mi się odpocząć. Jak to zrobiłam? Czy znam dobre sposoby? Czy wpływ na to ma miejsce wypoczynku, forma, towarzystwo, czas?…

Myślę, że wszystko ma znaczenie, ale dla mnie najważniejsze były świadome wybory i działania.

Zaprosiłam do wakacyjnej codzienności:

wyluzowanie. Dałam sobie totalny luz na układanie dnia. Robiliśmy dokładnie to, na co w danym momencie mieliśmy ochotę. Jak dobrze było nam nad rzeką, to zostaliśmy tam tak długo, jak chcieliśmy.

odpuszczenie tego, na co nie mam wpływu, na co można przymknąć oko, co nie jest aż tak bardzo ważne, co mi nie pasuje, ale nie jest warte mojej uwagi teraz…

celebrowanie każdego momentu. Zatrzymywałam w pamięci widoki, zapachy i wrażenia. Chciałam poczuć wszystkimi zmysłami to, czego właśnie doświadczałam.  Robiłam też wiele zdjęć, by często do nich wracać, kiedy zrobi się szaroburo.

wdzięczność . Dziękowałam za wszystko, czego doświadczam. Nie pozwalałam sobie na rozkręcanie się w narzekaniu. W każdej pogodzie i okoliczności próbowałam dostrzegać korzyści i nowe możliwości.

uważność i dbałość o siebie. Byłam bardzo blisko siebie, uważna na potrzeby, odczucia, myśli… Sprawdzałam na co mam ochotę i pozwalałam sobie na to bez wyrzutów, np. kiedy wychodziliśmy z groty solnej, zainteresowała mnie książka na półce w kawiarni, opuściłam więc dyskretnie grupę i pozwoliłam sobie na godzinkę w samotności, z tą książką i pyszną kawą, a co?! 😉

dobre towarzystwo. Spędziłam ten czas z osobami, które kocham i lubię, w których towarzystwie czuję się dobrze i swobodnie – czerpałam radość ze spotkań, rozmów i śpiewu. Śmiałam się do łez, ale też cieszyłam się ciszą (nawet w towarzystwie).

kontakt z naturą – wybrałam na odpoczynek piękne miejsca i stale byłam w kontakcie z przyrodą – wszystkie posiłki na zewnątrz, ciągłe uziemienie, chodzenie na bosaka i ogrom piękna wokół mnie, który wyciszał i zachwycał.

Koniecznie daj znać, jak spędziłaś/eś swój urlop. Udało Ci się odpocząć? Masz na to jakieś patenty?

Mamą być

Zanurzam się dziś w siebie i przyglądam się sobie w tożsamości Mamy.

Dzień Mamy to dla mnie czas wdzięczności i radości, ale też refleksji. Myślę dziś, jaką drogę zmian przeszłam i pytam, gdzie dalej idę…
Macierzyństwo okazało się być dla mnie dużym wyzwaniem. Pytałam moją mamę: „dlaczego nie mówiłaś, że to takie trudne?” Sama nie wiem z czego to wynikało, czy ten lukrowany obraz pachnących bobasków i dni wypełnionych śmiechem dziecka okazał się być niepełny… czy może mnie zaskoczyły i przerosły codzienne wyzwania, zmęczenie i rozterki. 🤷‍♀️

Odkąd zostałam mamą, zaczęłam największą pracę nad sobą – to jest rozwój mojego życia. Niczym są awanse i zmiany zawodowe w porównaniu z tym, co dzieje się od lat na poziomie mojego serca i głowy. Moje dzieci pozwoliły mi zobaczyć wiele pochowanych głęboko tematów. One zmotywowały mnie lub wręcz zmusiły do zajęcia się sobą. Nazywam to „naciskaniem przez dzieci naszych czerwonych guzików”, które pokazują i alarmują, że boli. W takich sytuacjach mogę zobaczyć niezabliźnione rany, zaniedbane potrzeby, zignorowane braki… i mogę się tym zająć.

Dlatego tak porusza mnie cytat J. Juula: „Na tym polega owa doskonała wymiana między rodzicami, a dzieckiem, że my dajemy im życie, a w zamian otrzymujemy bodziec, żeby na nowo odzyskać swoje.”… bo dokładnie takie jest moje macierzyństwo.

To nie tylko ja uczę dzieci życia, ale towarzyszę im i uczę się wiele od nich. Dziś z dużą świadomością uczestniczę w tej podróży i słucham moich nauczycieli. Staram się więcej widzieć i rozumieć. I choć czasem jest cholernie trudno się ukorzyć, zatrzymać czy przyjąć coś o sobie, to wiem, że to jest potrzebne i ważne.

Macierzyństwo to moja droga, mój rozwój i im bardziej robię to na oślep i w pośpiechu, tym jest mi trudniej. Ktoś powiedział, że to, jak radzimy sobie z dziećmi zależy od tego, jak radzimy sobie sami ze sobą. Zgadzam się z tym!

Wiem, że popełniłam wiele błędów i „spaprałam” wiele chwil, ale robię co mogę, by być blisko i dawać wsparcie. Dzieci nie potrzebują idealnych rodziców, one chcą byśmy przyjmowali je takimi, jakie są, a to zaczyna się od siebie. Długo mi zeszło zanim nauczyłam się dbać o siebie i o swoje zasoby. Potrafiłam się zacierać i dawać z siebie ponad siły. Dziś już wiem, że nikt ode mnie tego nie oczekuje. Dzieci uczą się patrząc na nas, jak dbać o siebie i stawiać granice. Ponieważ dzieci zrobią tak, jak my robimy, a nie tak, jak my mówimy, to pilnuję, co robię, jak mówię, jak traktuję siebie i innych. A gdy upadam, to biorę za to odpowiedzialność, mówię o tym i przepraszam. Chcę być mamą autentyczną i omylną i na to samo dawać przyzwolenie swoim dzieciom.

Każdego dnia mamy szansę na nowo być dobrym człowiekiem i przewodnikiem dzieci. Życzę sobie i Wam, by ta podróż była przygodą.

A jak jest u Ciebie?

fotografia: pixabay.com

Co zrobić by strach nie został z nami na wiele lat?

Wiele osób mówi o strachu przed czymś lub kimś, np. dentystą, lekarzem czy badaniem, który towarzyszy im odkąd pamiętają. Jest to strach, którego nie da się „logicznie z głowy wyprowadzić”. Jego źródłem są najczęściej pierwsze w życiu doświadczenia z tą osobą lub sytuacją. Mogą to być pojedyńcze lub kilka wydarzeń, których tak mocno doświadczyliśmy, że pozostają żywe przez wiele lat. Mała chwila może się przełożyć na strach, który będzie powracał przy każdej podobnej sytuacji. Czy możemy coś zrobić, by zminimalizować strach i go oswoić? Czy dziecięcy strach ma tylko wielkie oczy, a potem staje się błahostką?

Zacznij ogarniać chaos

Zdarza Ci się wpadać w taki młyn spraw, że kręci Ci się w głowie albo robi się niedobrze? Znam ludzi, którzy całe życie spędzają na karuzeli spraw
i obowiązków. To jest jak historia, która wciąż zatacza koło lub zabawa w gonienie króliczka. Czy można się z tego wyrwać? Może przywykliśmy do funkcjonowania w chaosie. Pytanie jak się z tym czujemy?

Zmiana perspektywy, która buduje relacje

Od zawsze mnie zadziwia, kiedy dostrzegam proces zmiany perspektywy. Ile może trwać droga z punktu A do punktu B w naszym widzeniu, czy myśleniu? Mam na myśli drogę i czas, które dzielą różne perspektywy. Teoretycznie dzieje się to wszystko w jednej głowie, a trwać może od kilku minut do kilku lat, czasem też nigdy nie dochodzi do takiej zmiany.

Shopping Cart
Przewiń do góry